Post #14 U mnie działa

11 maj 2026

               Ważne jest, żeby sprawdzić to, co się napisało. Ale jeszcze ważniejsze jest, żeby dać tekst do sprawdzenia komuś innemu. Inaczej można skończyć jak informatyk z anegdoty, który na pytanie kolegi o to, czy nie wie, czemu coś przestało pracować, jak należy, wzrusza ramionami i odpowiada „u mnie działa.”

               Pisząc powieść, autor jest osobą, która zna jej treść najlepiej. Nie jest to wielkie odkrycie. Zna też bohaterów, ich przeszłość, przyszłość i charakter. Też nie żadna nowość. Zna świat przedstawiony, rytm świateł, warunki pogodowe i stronę świata, z której pada światło. Wie o tej powieści wszystko. Nie dlatego, że tak bardzo uparcie nad tym pracował ani dlatego, ani dlatego, że jest perfekcjonistą. Po prostu dlatego, że wszystkie te postaci żyją na co dzień rent free w jego głowie.

               Jeśli myślicie, że pisarz pracuje nad powieścią tylko wtedy, kiedy siedzi przy laptopie i stuka w klawisze, jesteście w błędzie. On rozpracowuje fabułę w każdej chwili swojego dnia. Jest nią tak zaabsorbowany jak byłby rodzinną aferą, która wybuchła podczas niedzielnego obiadu i ciągnie się już drugi tydzień. Ba! On więcej mocy przerobowych poświęca problemom nieistniejących ludzi niż temu, jak pogodzić śmiertelnie obrażonego na ciocię Zofię wujka Stefana. A najciężej autor pracuje nad fabułą wtedy, kiedy wydaje się, że nic nie robi. Gapi się w przestrzeń, stoi w korku, myje podłogę albo kosi trawę. W jego głowie odbywa się wtedy coś w rodzaju seansu brazylijskiej telenoweli w przyśpieszonym tempie. Ogląda sobie bohaterów, ich codzienne życie, poznaje ich charakter i jednocześnie wybiera zdarzenia, które warte są przelania na papier. Te odrzucone też się odbiją gdzieś w powieści. W osobowości bohaterów, w stylu narracji, w atmosferze świata. I właśnie tu jest cała pułapka.

               Taki autor daje potem pierwszą wersję swojej powieści przyjaciołom do przeczytania. Oczywiście wszystko dopięte na ostatni guzik, sprawdzone, połatane dziury w fabule, sprawdzona poprawność czasoprzestrzeni, pousuwane zbędne powtórzenia, wszystko elegancko wyjaśnione. A przynajmniej tak mu się wydawało. Dostaje potem telefon od jednego ze swoich recenzentów i ten go pyta:

- Ej, wszystko fajnie, ale dlaczego on leciał dookoła tego jeziora zamiast przepłynąć je motorówką?

- Jak to? – dziwi się autor. – Przecież jak był mały to złośliwy kuzyn go podtapiał i teraz boi się wody.

- A, to musiałem to gdzieś pominąć. W którym miejscu to było?

               W tym momencie nasz autor orientuje się, że w żadnym, bo tego nie napisał. To było tak oczywiste, że zwyczajnie to pominął. Założył, że wszyscy to wiedzą, więc po co to wyjaśniać? Strach przed przytłoczeniem czytelnika niepotrzebnymi objaśnieniami sprawił, że nie dostał on nawet tych objaśnień, które były konieczne. Zatem autor notuje, że musi tę sprawę doszlifować w następnej wersji. Prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku tygodni zbierze mu się cała lista takich pytań „dlaczego coś.” Wtedy będzie mógł siąść do powieści i pozbawić ją wszelkich niejasności. Wtedy też zorientuje się, jak dużo informacji zostawił dotąd w swojej głowie.

               Istnieje też szansa, że nasz autor natknie się w swojej narracji na moment, kiedy któryś z jego bohaterów „otworzył, a potem zamknął usta bez słowa” albo „zrezygnował z komentarza” ewentualnie na czyjeś pytanie „wiesz, co mam na myśli” odpowie „tak i to na pewno nie to.” Mimo że sam tę scenę wymyślił, nie będzie miał zielonego pojęcia, jakie słowa nie zostały oszczędzone światu. Kiedy pisał ten akapit, zduszona przez bohatera myśl była jasna jak słońce i wydawało mu się, że każdy czytelnik w mgnieniu oka odgadnie, o co chodziło. No cóż, w tej chwili nawet on nie wie, co miał wtedy na myśli i czego w zasadzie czytelnik powinien się domyślić.

Także przestrzegam (z własnego doświadczenia), jeśli chcecie, żeby czytelnik wiedział, że bohater czegoś nie powiedział, zostawił jakąś myśl dla siebie albo odrzucił głupie wątpliwości, napiszcie mu, jakie. Inaczej dostanie pustą informację o braku dźwięku z ust postaci i nie pomoże to fabule w żaden sposób. A jest szansa, że zostawiając powieść odłogiem na parę tygodni, kiedy do niej wrócicie, sami nie będziecie wiedzieli, co w zasadzie miał wnieść ten fragment i wyrzucicie go zupełnie, a może właśnie to, co nie zostało powiedziane, było najistotniejsze. Traktujmy z jednakową precyzją to, co bohater powiedział i to, przed czego powiedzeniem się powstrzymał.